Klasztor Shaolin Polska

TYDZIEŃ SHAOLIN

TYDZIEŃ SHAOLIN | SHAOLIN TEMPLE POLAND | BLOG

TYDZIEŃ SHAOLIN - MIĘDZYNARODOWY OBÓZ SHAOLIN

Minęło trochę czasu od Tygodnia Shaolin – pierwszego międzynarodowego obozu organizowanego przez Shaolin Temple Poland w Polsce, który odbył się pod koniec sierpnia 2022 roku. W tej edycji obozu udział wzięli studenci z całej Europy (i nie tylko). Swoimi wrażeniami z obozu postanowiła podzielić się z nami Marta, która trenuje z nami już od ponad roku, zapraszamy:

OBÓZ Tydzień Shaolin

Nie możesz do Shaolin, Shaolin przyjedzie do ciebie. Oczywiście, upraszczając. Pod koniec sierpnia można było w Polsce sprawdzić na własnej skórze, jak wygląda tydzień w Klasztorze Shaolin – bez względu na to, czy i jak długo ćwiczysz Kung Fu czy inną sztukę walki. Sprawdziłam. (Zresztą już drugi raz – w 2021 odbył się pierwszy taki obóz, o nieco mniejszej skali.)

Sprawdzanie działo się w pięknej scenerii ośrodka Tu i Teraz na Mazurach, gdzie Shaolin Temple Poland zorganizował obóz. Ośrodek dysponuje kilkoma miejscami, w których mogliśmy ćwiczyć, a najczęściej była to tzw. jurta – wielka altana na planie koła, zadaszona i otwarta na całym obwodzie – oraz otaczające ją łąki wśród delikatnych wzniesień (a także same trawiaste wzniesienia, co w interesujący sposób wpływało na trudność ćwiczeń i poszczególnych ruchów, ale np. podczas rozgrzewek dawało też mnóstwo zabawy i śmiechu). Prawie każdy główny trening i niektóre popołudniowe zaczynały się zaś biegiem wokół głównej przestrzeni ośrodka – od jednego do trzech okrążeń, wśród przyjaźnie uśmiechniętych i z troską się nam przyglądających uczestników innych warsztatów.

Treningi prowadził nasz Shifu Shi Hengyi, z pomocą Manon Mollinari, która ćwiczyła w Klasztorze dwa lata, a do nas przyjechała z Francji. Podczas niektórych zajęć uczestnicy byli też podzieleni na pięć grup, których opiekunem był kapitan, dzięki czemu nasi Shifu mogli w ogóle ogarnąć ponad 30 osób. Program został ułożony według codziennego grafiku zajęć w Klasztorze. Dzielą się one na kilka sesji w trakcie dnia, a w skali tygodnia różni je także funkcjonalność głównego treningu. Zajęcia skupione na sile, wytrzymałości, podstawach Kung Fu przedzielone są power stretchingiem i twardym Qi Gong, dzięki czemu – rozciągając mięśnie i utwardzając je (co w najbardziej bezpośredni sposób i przy pojedynczym treningu tego rodzaju po prostu rozbiło skurcze) – unikamy kontuzji i… zakwasów.

Rano. Meihua Quan

Dzień zaczynaliśmy więc o godzinie 7, zawsze w jurcie. 10 minut medytacji siedzącej, prosty, podstawowy Qi Gong dla pobudzenia przepływu Qi w organizmie i obudzenia ciała, medytacja stojąca w pozycji Zhan Zhuang, „stabilnie jak drzewo” (jeden z jej celów opisany jest w jej nazwie), i kolejne z pięciu pozycji Meihua Quan – po jednej każdego dnia (wraz z powtórkami wcześniej poznanych, a jakże). Meihua Quan, jedna z dwóch głównych form obozu, to styl znacznie starszy od Shaolin Kung Fu, w zasadzie „matka” wszystkich stylów Wushu. Znaczy Pięść Kwiatu Śliwy i łączy szybkie techniki bojowe z pięcioma pozycjami będącymi pierwotną formą Qi Gongu. Każda z tych pozycji odpowiada poszczególnemu żywiołowi (w ujęciu chińskim), kolorowi i dwóm organom w ludzkim ciele. Ta ostatnia relacja znaczy tyle, że stojąc (prawidłowo) w danej pozycji, wpływamy na przepływ Qi w danym meridianie, na którego drodze znajdują się określone narządy – w ten sposób poprawiając ich funkcjonowanie. Taką wiedzą, rozszerzoną o inne aspekty Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, podczas fascynujących wykładów dzielił się z nami Sebastian Zieliński, nasz kolega z Akademii, właściciel gabinetu medycyny chińskiej.

Pozycje Meihua są dla mnie zawsze wielkim wyzwaniem (ba, jedna z nich, Ao Shi, znaczy „skręcona”, więc sami wiecie), ale jednocześnie zawsze czuję, jak wzmacniają mięśnie i rozciągają ciało. Zdecydowanie wzmacniają też ducha. Te poranne treningi, nieco ponadgodzinne, odznaczały się ciszą i skupieniem, a kilka razy medytowaliśmy przy akompaniamencie krzyku żurawi na pobliskich jeziorach – niezwykłe przeżycie przyrodnicze, a jeśli jeszcze na co dzień ćwiczysz techniki/pozycje „żurawiowe” w różnych stylach, od Wushu po Qi Gong, to niezwykłe również w szerszym aspekcie.

Po śniadaniu. Podstawy, rozciąganie, utwardzanie, samoobrona

Po śniadaniu odbywał się 3,5-godzinny główny trening, a po obiedzie (niby 2,5 godziny po starcie obiadu, a w praktyce ok. godzinę po zakończeniu jedzenia i rozmów ze współobozowiczami…) – 2,5-godzinny. Te dwa, po biegu, z reguły rozpoczynały się rozgrzewką, którą stanowiły gry w rodzaju chińskiej zośki (nie, nie udało mi się nauczyć używania stóp do odbijania tego pierzastego cuda, ale gra przynajmniej – zwłaszcza na koniec obozu – była dobrą zabawą :D) lub zestawem super wydolnościowo-siłowych ćwiczeń, wykonywanych na ścieżkach (w tym pod górę/w dół trawiastego wzniesienia), częściowo pochodzących z typowego power trainingu. Zawsze zwiastował nam go „groźny” sygnał „For warm-up follow Manon”.

Trening główny dwa razy w ciągu obozu opierał się na podstawach Kung Fu (Jiben Gong). Są to postawy i techniki w nich wykonywane, np. uderzenia. Ćwiczyliśmy też różne kopnięcia i przejścia między postawami/technikami, a w formie ruchomego szpaleru na dość krętej leśnej dróżce stworzyliśmy swego rodzaju ścieżkę zdrowia.

Zaś power stretching to nic innego, jak trzy osoby cię rozciągające, a twardy Qi Gong – cztery osoby cię obijające. Pierwszy jest power, ponieważ… odbywa się na większych niż typowe (codzienne) zakresach i rozciągają nas współuczniowie, więc cała Twoja uwaga jako rozciąganego łatwiej jest kierowana ku rozluźnianiu się. Drugi jest twardy, ponieważ… uderzenia i kopnięcia utwardzają mięśnie. Nie ma się tu czego bać – nie jest to bicie na kwaśne jabłko… choć wiele z nas tak potem wyglądało. Wszystko kontrolowane, w pełnej komunikacji z ćwiczącym. Utwardzaliśmy wiele grup mięśni, od barków i pleców, przez splot słoneczny (chyba najcięższy), po nogi. I tu moje interesujące wyliczenie: podczas ćwiczenia nóg na jednego „utwardzanego” w zespole ucznia przypadało 200 low kicków (przy okazji: wykonywanych w tempie), co dało przećwiczenie tego kopnięcia… 800 razy przez każdego z zespołu! Taka wartość dodana.

I były też techniki Qinna. Qinna znaczy „chwyć i kontroluj”. Są to proste, szybkie techniki samoobrony, najczęściej oparte na dźwigniach w różnych płaszczyznach. Dzięki umiejętności wykorzystania dźwigni nawet niewielka osoba może powstrzymać atak większego, silniejszego przeciwnika. Przećwiczyliśmy ich kilka, w parach. W trakcie ćwiczeń Qinna warto pamiętać o nieszpanowaniu i odklepywać, kiedy nadgarstek czy inna część (najczęściej) ręki, na której ćwiczy partner, zaczyna boleć. Klepiemy o własne udo, podłogę, a kiedy to nie działa – o najbliższą część ciała partnera. Ale, ale – są też osoby odporne na Qinna, prawdopodobnie zbudowane z gumy. Rozpoznasz je po niewzruszonej minie, namyśle po Twoim pytaniu „Boli? Boli?” oraz obracaniu całego stawu, na który ma działać dźwignia, wokół punktu jej założenia (co może wyglądać dość ekwilibrystycznie). Choć częściej w takich przypadkach po prostu jeszcze robisz tę Qinna niepoprawnie.

Praktyka. Tongbi Quan

Po pysznym obiedzie (a wszystkie posiłki w Ośrodku są wegetariańskie lub wegańskie) i krótkiej sjeście np. na licznych hamakach malowniczo rozwieszonych właściwie wszędzie, przychodził czas na praktykę drugiej formy obozu, Tongbi Quan. Ta forma charakteryzuje się licznymi blokami na wysokości kolana i cięciami w szyję/twarz. Jest dynamiczna i bardzo naturalna, intuicyjna. Bardzo dobrze się ją ćwiczy. W trakcie kilku pierwszych poobiednich treningów poznaliśmy kolejne sekwencje w formie, a podczas własnych treningów wieczornych mogliśmy ją szlifować. Te ostatnie to szczególnie przyjemny element obozu, ponieważ kiedy ćwiczysz podczas nich formę indywidualnie, bez grupy, jej odczucie, szybkość i płynność mogą być inne, a kiedy ćwiczysz z innymi – wymieniasz doświadczenia, jest też znacznie swobodniej niż podczas regularnego treningu, dzięki czemu ciało może łatwiej zapamiętać kolejne ruchy, a dodatkowo atmosfera sprzyja integracji. Nie ma to jak integracja w pocie czoła. To podczas tych treningów ćwiczyliśmy również mózgi, odliczając (kolejne ruchy w formie na znak) we wszystkich językach rodzimych (i nie tylko takich) dla aktualnych uczestników ćwiczącej grupy.

Atmosfera

Jeśli dobrze liczę, w naszej całkiem pokaźnej grupie znaleźli się przedstawiciele sześciu-siedmiu krajów. Spędziliśmy razem tydzień, pełen wysiłku, radości i łez wzruszenia. Na koniec obozu pięć grup pod pieczą swych kapitanów prezentowało swoje wykonanie Tongbi Quan, każdy, kto chciał, mógł też zaprezentować ją indywidualnie. Potem usiedliśmy i Shifu poprosił o podzielenie się wrażeniami z obozu. Wtedy okazało się, że dla wielu z nas, zwłaszcza dla osób, które wcześniej nie trenowały Kung Fu, był to tydzień niezwykle istotny, zmieniający podejście do siebie, sprawiający, że poznaliśmy sami siebie i własne ograniczenia i możliwości (zarówno fizyczne, jak i mentalne). Nie obyło się bez pozytywnych łez, a Wyżej Podpisana nawet nie próbowała się odzywać, bo miała zaciśnięte ze wzruszenia gardło. Jednocześnie połączyła nas przyjaźń, wiele emocji i nocnych rozmów. Te ostatnie, prowadzone na hamakach, granie na bębnach przy ognisku, długie biesiadowanie przy obiedzie pod słonecznym niebem, kilka rodzajów śmiechu, które jak wirus wywoływały niekończące się salwy śmiechu u nas wszystkich, wiecznie uśmiechnięte koty obecne dosłownie wszędzie (po kilku dniach wiesz już, który gdzie ma swoje terytorium) i nocne odgłosy sów… – to wszystko zostanie mi w pamięci tak samo jak treningi.

Dla mnie osobiście, dodatkowo, ten tydzień był niezwykle uspokajający, harmonizujący psychicznie. Kiedy z niego wróciłam do domu, odkryłam, że wciąż biorę wszystko na luzie – to, co się dzieje, i w taki sposób, w jaki się dzieje. Nadal jestem w tym stanie i zdecydowanie ułatwia mi to życie.

Takie fizyczno-duchowe oczyszczające tygodnie (jeśli nie masz możliwości przekształcić tygodnia w pół roku, rok… ileś lat w Klasztorze Shaolin) dobrze jest co jakiś czas powtarzać, więc niedługo już wybieram się na zimową edycję obozu, podczas której pozycje Meihua poznane teraz połączymy w formę, Meihua Wushi. Taki (niesponsorowany) spojler na koniec.

Amituofo

ZAPRASZAMY JUŻ W STYCZNIU

Dziękujemy Marcie za podzielnie się z nami swoimi wrażeniami z ostatniego Tygodnia Shaolin. 🙏 Tak jak wspomniała Marta, już w styczniu odbędzie się zimowa edycja Tygodnia Shaolin, możesz poznać szczegóły i zapisać się tutaj: Obóz Zimowy Tydzień Shaolin, styczeń 2023

Zapraszamy! Poniżej przedstawiamy opinie uczestników letniego obozu:

Ogółem, dziękuję za wypowiedź.