Wyjazd do Chin

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:



Amituofo - co oznacza?

Āmítuófó 阿弥陀佛


ZAPISZ SIĘDO NEWSLETTERA, ABY NIE PRZEGAPIĆ KOLEJNYCH ARTYKUŁÓW:


Czym jest Méihuāquán?

Méihuāquán - Pięść Kwiatu Śliwy

Czym jest Pięść Kwiatu Śliwy?

Znany również jako fùzǐquán, styl méihuā jest prawdopodobnie najstarszym stylem Chińskich sztuk walki.

Jednym z moich zadań, jako ambasadora międzynarodowej federacji méihuāquán w Polsce jest: Szerzenie i rozpowszechnianie wiedzy na temat tego – do (stosunkowo) niedawna – praktycznie nieznanego w zachodnim świecie stylu walki.

Styl méihuā nazywany jest matką Chińskiego wushu, jego historia liczy sobie ponad 3600 lat i jest najstarszym ze wszystkich znanych styli Chińskiego wushu – nie tak jak jest to powszechnie propagowane, Shaolinquan, które liczy sobie nieco ponad 1500 lat i jest tak naprawdę czwartym w kolejności pod względem 'wieku’. Styl méihuā wywarł bardzo duży wpływ w czasie powstawania różnych innych stylów, jak np. wcześniej wspomniany Shàolínquán, Tàijí czy Hóngjiāquán (Hung Gar).

Méihuāquán czyli Pięść Kwiatu Śliwy zyskał swoją obecną nazwę stosunkowo niedawno, bo ok 300 lat temu – do tej pory styl ten nazywany był: Fùzǐquán (父子拳), co oznacza, że styl ten przekazywany był tylko męskiej linii genetycznej w rodzinie. Pięść kwiatu śliwy jest przodkiem wszystkich Chińskich sztuk walki, praktycznie nieznany w kulturze zachodniej. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt iż praktykujący chcą zachować tysiące lat kultury oraz wiedzy filozoficznej i praktycznej w kręgach rodzinnych. Istnieją tajemne rękopisy – przekazywane z pokolenia na pokolenie – zawierające sekrety feng shui, medycyny, technik na poprawę zdrowia i przedłużenia życia. Dostęp do nich mają tylko najbliżsi członkowie rodziny oraz ich najbardziej zaufani adepci.

W 2007 roku styl méihuā został wpisany na listę 'nienamacalnego’ Chińskiego dziedzictwa kulturowego. Od tego czasu został rozpowszechniony nieco bardziej – również na zachodzie. W roku 2016 powstała oficjalna międzynarodowa federacja méihuāquán, której dyrektorem wykonawczym jest mistrz Shīfù Shì Yánjùn. Styl ten powoli zyskuje coraz większą popularność, tak samo na zachodzie jak i w samych chinach.

Meihuaquan i Chińska teoria pięciu elementów

Ćwicząc styl méihuā, trenujesz swoje ciało zewnętrznie jak i wewnętrznie. Pracujesz nad dobrym zdrowiem oraz wzmocnieniem energii Qi. Styl kwiatu śliwy opiera się mocno na Chińskiej teorii pięciu elementów, a jego 'wizytówką’ (nie znalazłem lepszego słowa) – poza treningiem na palach meihua, o czym później – jest pięć pozycji. Różnią się one jednak od pozycji, które potencjalnie znasz z innych styli kung fu. Każda z pozycji w stylu méihuā jest powiązana z żywiołem (elementem) oraz zestawem organów wewnętrznych. Formy lub same pozycje w stylu méihuā są znane nie tylko jako formy walki czy samoobrony, ale również jako praktyka qigong. Pięć pozycji oraz ich żywioły i organy to: Da Shi (metal, płuca/jelito grube), Shun Shi (woda, nerki/pęcherz), Ao Shi (drewno, wątroba/woreczek żółciowy), Xiao Shi (ogień, serce/jelito cienkie), Bai Shi (ziemia, żołądek/śledziona).

Pale Méihuā

Styl pięści kwiatu śliwy znany jest z tego, że trenowany jest za pomocą pali. Tradycyjną metodą treningową form, pozycji czy sposobów poruszania się są tak zwane Meihua Zhuang (梅花桩) czyli pale meihua. Meihua jest pierwszym stylem, który zaczął wykorzystywać pale w celach treningowych, później pale zostały zaadaptowane również do takich styli jak Shaolin czy Taiji. Poniżej filmik na którym mój mistrz Shīfù Shì Yánjùn wykonuje trening meihua za pomocą pali. Oczywiście, trening meihua może odbywać się również na płaskim podłożu – jednak najlepsze efekty osiąga się dzięki Meihua Zhuang.

Więcej na temat méihuāquán możesz dowiedzieć się z książki napisanej przez: Mistrza Shi Yanjun, Dr. Andreea McCurry oraz Dr. Jonathan M. Fields. Health & Longevity: Secrets of Kung Fu – MeiHua Quan vol. 1

W Polsce styl méihuāquán trenować możesz w Polskiej Akademii Shaolin. Cykl zajęć w którym poznasz podstawy stylu méihuā oraz pierwszą formę meihua wu shi rozpoczyna się 01.04.2021. Więcej informacji oraz możliwość zapisu znajdziesz w formularzu – TUTAJ.


ZAPISZ SIĘDO NEWSLETTERA, ABY NIE PRZEGAPIĆ KOLEJNYCH ARTYKUŁÓW:


Jak mam na imię?

Jak mam na imię?

Imiona pokoleń mnichów Shàolín

Obecny system patriarchalny klasztoru Shaolin powstał za czasów przewodnictwa opata Xuětíng Fúyù. Tak jak Bátuó jest założycielem i pierwszym opatem klasztoru, Dámó założycielem tradycji Chán – tak Fúyù jest założycielem obecnie funkcjonującej linii rodowodu Shàolín. Tak samo jak w większości tradycji buddyjskich, tak i w klasztorze Shaolin mnisi otrzymują swoje klasztorne imię w czasie ceremonii inicjacji.

Imiona mnichów Shaolin zawsze składają się z tych samych, trzech elementów:

Shì • {generacja} • {imię}

Shì: Pierwszym znakiem w imieniu jest 'Shì’ – skrót od Shakyamuni, co oznacza 'mądry z klanu Shakya’ i jest synonimem Buddy. Słowa tego używa się w imieniu, nie tylko ze względu na szacunek do Buddy, ale również ze względu na znaczenie znaku, który jest tutaj używany. Oznacza to, że mnich jest niejako oznaczony i będzie nosił buddyzm w sercu już na zawsze. Inne znaczenia tego słowa to również: uwolniony, rozświetlony lub oczyszczony. Noszenie tego imienia oznacza również przynależność do rodziny Buddy Shakyamuni.

Generacja: Kolejny znak w imieniu reprezentuje pokolenie mnicha. Każde pokolenie ma swój z góry określony znak, np. 33 generacja to: 'Yǒng”, 34 generacja to: 'Yán’, 35 generacja to 'Héng’, itd. Imię nowego mnicha jest nadawane mu poprzez jego bezpośredniego mistrza. Imiona generacji są z góry określone przez założyciela linii, mistrza Xuětíng Fúyù, który napisał poemat z którego każdy kolejny symbol jest imieniem następnej generacji (cały poemat znajdziesz poniżej). Każde z tych znaków generacji ma również swoje konkretne znaczenie.

Imię: Ostatnim elementem czy też znakiem w imieniu mnicha Shaolin jest: imię. Imię nadawane jest mnichowi bezpośrednio przez jego mistrza i odzwierciedla ono cechy charakteru, osiągnięcia lub też umiejętności danego adepta. Jest to bardzo osobista sprawa, a mistrz dokładnie analizuje swojego ucznia poprzez cały spędzony na wspólnym treningu czy naukach czas.


Jak zatem mam na imię?

Moje klasztorne imię brzmi:

Shì Héng Yì

Shì: Należący do rodziny Shakyamuni, noszący w sercu nauki buddyjskie. Uwolniony, lub oczyszczony.

Héng: Imię 35-go pokolenia Shàolín, co oznacza: Wytrwały, trwały lub stały.

: Solidny, silny, stanowczy, lub też zdecydowany lub podejmujący decyzje. Użyty w tym imieniu znak oznacza również: 'charakteryzujący się ważnymi męskimi cechami’.


Ponizej poemat Xuětíng Fúyù, który przedstawia 70 imion generacji:

Fu, Hui, Zhi, Zi, Jue, Liao, Ben, Yuan, Ke, Wu, Zhou, Hong, Pu, Guang, Zong, Dao, Qing, Tong, Xuan, Zu, Qing, Jing, Zhen, Ru, Hai, Zhan, Ji, Chun, Zhen, Su, De, Xing, Yong, Yan, Heng, Miao, Ti, Chang, Jian, Gu, Xin, Lang, Zhao, You, Shen, Xing, Ming, Jian, Chong, Zuo, Zhong, Zheng, Shan, Xi, Chan, Jin, Que, Yuan, Ji, Du, Xue, Ting, Wei, Dao, Shi, Yin, Ru, Gui, Xuan, Lu.


ZAPISZ SIĘDO NEWSLETTERA, ABY NIE PRZEGAPIĆ KOLEJNYCH ARTYKUŁÓW:


Czy trenować Kung-Fu w Chinach?

CZY TRENOWAĆ KUNG FU W CHINACH?

Opowiemy sobie o tym czy i gdzie trenować kung - fu w Chinach.

5 OPINII NA TEMAT TRENINGU W CHINACH

Na temat treningu kung - fu w Chinach istnieje wiele opinii oraz teorii. Za chwilę omówimy sobie pięć najbardziej powszechnych. Opowiem Ci skąd się biorą, jak zostały wyrobione oraz przede wszystkim czy są właściwe czy nie, zaczynamy:


1. NIE WYJEŻDŻAJ DO CHIN, JEŻELI NIE NAUCZYŁEŚ SIĘ JESZCZE PODSTAW

Spotkałem się z opinią – tak samo ludzi, którzy w Chinach już wcześniej trenowali, jak i tych, których nigdy tam nie było, ale słyszeli z opowieści – że wyjechać do Chin na trening opłaca się tylko wtedy, kiedy jesteśmy już na jakimś konkretnym poziomie, aby dalej się rozwijać i doszlifowywać umiejętności. W przeciwnym razie chiński mistrz nawet na nas nie spojrzy i będzie nam kazał trenować same podstawy, a to byłaby strata czasu – bo przecież każdy chce na takim wyjeździe posiąść jakieś super umiejętności.

Prawda jest taka, że w kung – fu podstawy są najważniejszą rzeczą do opanowania. Nie ważne więc czy wyjeżdżając do Chin masz już jakieś podstawy (czy jakikolwiek inny poziom zaawansowania). Wszystko zostanie i tak zweryfikowane na miejscu. Podczas treningu w Chinach podstawy są nierozłącznym elementem i są szlifowane każdego dnia – niezależnie od tego na jak wysokim poziomie już jesteśmy. Należy dodać również fakt iż znajomość podstaw dla 'nas’, a faktyczna znajomość podstaw (dla mistrzów z Chin) to dwie zupełnie różne rzeczy. Jeżeli trenujemy na zachodzie, bardzo często spotykanym problemem jest to, że wyrabiamy sobie złe nawyki w treningu podstaw, przez co – kiedy wyjeżdżamy do Chin – może zdarzyć się, że spędzimy na podstawach jeszcze więcej czasu, niż ktoś kto wyjeżdża tam z 'czystą kartą’. O wiele trudniej jest oduczyć się złych nawyków, niż nauczyć się dobrych od samego początku przygody z kung – fu/wushu. Dlatego bardzo często zobaczyć można ludzi, którzy z kompletnie początkujących osób, przez miesiąc pobytu w Chinach osiągają lepsze rezultaty niż ludzie, którzy mieli już jakieś doświadczenie w kung – fu przed wyjazdem. Dodać do tego też trzeba bardzo często ego, które 'blokuje’ rozwój tych już 'doświadczonych’, bardzo często usłyszeć można słowa: 'przecież już to 'umiem’, nie będę się tego uczył’.

Odpowiedź na opinię numer jeden jest następująca: Jeżeli nie miałeś lub nie miałaś jeszcze okazji ćwiczyć kung – fu, a chcesz zacząć poprzez wyjazd do Chin, zrób to! Nie czekaj, aż 'nauczysz’ się podstaw. I pamiętaj, że podstawy to nie tylko pozycje, kopnięcia czy uderzenia. Odpowiedni czas i trening poświęcony na podstawy, da Ci dźwignię do 'szybszego’ i lepszego opanowania bardziej zaawansowanych rzeczy.

Jeżeli masz już jakieś doświadczenie w kung – fu, również wyjedź do Chin, kiedy masz taką okazję, ale! – nie podchodź do treningu z nastawieniem 'już to umiem’. Bardzo często okazuje się, że jednak się nie umie lub, że mamy złe nawyki, które blokują dalszy postęp. Mistrzowie w Chinach są mistrzami nie bez powodu, potrafią odpowiednio ocenić czego Ci potrzeba do lepszego i szybszego progresu – nie blokuj go swoim myśleniem.


2. CHIŃCZYCY NACIĄGAJĄ TURYSTÓW NA PIENIĄDZE

’Turystyka sztuk walki’. Coraz więcej firm zajmuje się organizowaniem tzw. aktywnych wakacji, czy 'martial arts holiday’. Istnieją portale przez które można bez problemu zapisać się na trening sztuk walki, nie tylko w Chinach, ale również w innych krajach, gdzie sztuki walki są dużą częścią kultury oraz historii. Wiele osób uważa, że ceny w takich miejscach są zawyżone, jest za drogo i ogólnie się nie opłaca -bo to naciąganie! Czy oby na pewno?

Szybka matematyka: Średni miesięczny koszt treningu w Europie to: €150 – gdzie w danym miesiącu trenujemy około 16 godzin. Średni miesięczny koszt treningu (plus całomiesięczne wyżywienie oraz nocleg) w Chinach to: €780 – przy około 50ciu godzinach treningu. Wychodzi na to, że w cenie (miesięcznego) treningu w Chinach mamy: ponad trzy razy więcej godzin treningu przy ponad pięć razy większej opłacie. Dodajmy do tego, że będąc 'w domu’ mamy jeszcze inne koszty do poniesienia związane z codziennym życiem – w Chinach to wszystko zawiera się już w opłaconej kwocie. Oczywiście do podanej wyżej kwoty dodać trzeba koszt biletów lotniczych i wizy. W moim przypadku miesięczny pobyt w Chinach wraz z biletami lotniczymi i wizą to wciąż mniej niż wydałbym w ciągu tego miesiąca 'na życie’ w domu – trenując przy tym trzy razy mniej. Im dłuższy pobyt w Chinach (w zakresie oczywiście tej samej szkoły) to zazwyczaj coraz mniejszy miesięczny koszt – koszt zmniejsza się średnio o €30 z każdym kolejnym miesiącem.

Można znaleźć miejsca w Chinach, gdzie płacilibyśmy dużo mniej – trzeba wiedzieć tylko gdzie szukać i w takim wypadku również mówić w języku mandaryńskim – lub innym dialekcie w zależności od prowincji. Do tematu języka jeszcze sobie w tym artykule wrócimy. Wiele szkół oferuje również program stypendialny – jednak zazwyczaj trzeba spędzić tam najpierw trochę czasu, a przyznanie stypendium zależy od poziomu i osiąganych wyników.

Czy Chińczycy naciągają na pieniądze? Moim zdaniem nie. Wiadomo, zawsze można taniej – jednak należy pamiętać, że porównując zachodnie koszty życia – miesięczny pobyt w Chinach jest wciąż 'promocyjną’ ceną. Nawet jeżeli rezerwowalibyśmy wyjazd treningowy przez przeznaczony do tego portal internetowy/biuro podróży.


3. CHIŃSCY MISTRZOWIE TRAKTUJĄ STUDENTÓW JAK 'NUMERKI'

Wszyscy (tak myślę) znamy ten schemat powtarzany nam od lat, że ludzie w Chinach to tylko nic nie znaczące numerki. Wierzcie w to lub nie, ale tak nie jest, życie w Chinach i zadowolenie społeczne jest o wiele większe niż w większości zachodnich krajów. Ludzie są szczęśliwi, a instytucje odpowiednio o nich dbają. Nie będziemy jednak się w to zagłębiać. Stwierdzenie z pierwszego zdania jest kolejną teorią odnośnie treningu sztuk walki w Chinach: Chińscy mistrzowie traktują studentów z zachodu, jak numerki. Interesuje ich tylko przychód ze szkoły, a nie obchodzą ich wyniki studentów – nie okazują zainteresowania ani zaangażowania. Już tłumaczę:

Wraz z popularyzacją Chińskiego wushu (kung – fu) na zachodzie – głównie za sprawą Bruce’a Lee – 'każdy’ nagle zapragnął być takim, ekhm 'białym’ Bruce’m. Później takie filmy, jak: Klasztor Shaolin z Jet’em Li czy Pijany Mistrz z Jackie Chan’em jeszcze bardziej nakręciły zachodnie społeczeństwo na to, aby zostać 'mistrzem’ kung fu. Jak najlepiej zostać mistrzem kung – fu? U źródła – w Chinach. Ze względu na to istnieją dwa powody dla których ludzie, którzy trenowali w Chinach odnieśli wrażenie bycia 'traktowanym, jak kolejny numerek’. Spotkałem się z tym również w moim bliskim otoczeniu, jak to jest, że ktoś kto był w tym samym miejscu co ja, czuł się zupełnie inaczej traktowany?

1. Niestety, ale bardzo często bywa tak, że zachodni studenci chcą nauczyć się robić bardzo zaawansowane rzeczy od samego początku, lub mają podejście 'płacę, więc ja tutaj rządzę/wymagam’. Nie mają pojęcia o tym, jak wygląda kultura sztuk walki w Chinach i wielu z nich nie zmienia swojego nastawienia, mimo tego, że są na to cały czas naprowadzani. Mistrzowie kung fu, robią to co robią przez całe swoje życie – to jest ich życie. Doskonale zdają sobie sprawę z tego (wynika to z doświadczenia), kto rzeczywiście przyjeżdża do Chin w celu nauki, kto rzeczywiście 'kocha kung – fu’, a kto tak naprawdę przyjeżdża sobie 'poimprezować’ lub mieć fajne wakacje. Nie zmienia to faktu, że mistrzowie mimo wszystko starają się przekazać wiedzę, jak najlepiej, ale widzą też kto jest gotowy na daną wiedzę, kto daną wiedzę wykorzysta w odpowiedni sposób, a przede wszystkim – kto ich szanuje – ponieważ jest to podstawą relacji uczeń – mistrz. Niestety, ale przez brak szacunku wiele osób 'zamyka’ sobie drzwi do głębszego poznania Chińskich sztuk walki. 'Dlaczego Shifu mnie tego nie nauczył?’ – Teraz już wiesz.

2. Powód numer dwa to fakt, iż Chińscy mistrzowie rzeczywiście traktują studentów jak numerki i tylko liczą pieniądze. Niestety, ale są szkoły kung – fu, które po odebraniu należności (którą płaci się z góry i nie podlega zwrotowi) nie zwracają żadnej uwagi na swoich uczniów, traktują ich źle, a warunki mieszkaniowe zazwyczaj są tragiczne. Na całe szczęście w 2019 roku, rząd Chiński zaczął 'robić z tym porządki’. Zamknięto wiele 'szkół’, które nie dość, że były nielegalne to często nawet nie istniały – po uiszczeniu opłaty, ludzie przyjeżdżali pod wskazany adres, a tam nie było nic.

Czy Chińscy mistrzowie traktują uczniów jak numerki? Tak i nie. Bardzo ważne jest, aby przy planowaniu swojej przygody w Chinach – wybrać odpowiednie, sprawdzone miejsce. Również pamiętaj by zadbać o Twoje własne nastawienie i odpowiednie zachowanie. Dobry mistrz potrzebuje też dobrego ucznia, który chce się uczyć i podążać za jego wskazówkami.


4. W CHINACH NIE MÓWIĄ PO ANGIELSKU (PROBLEMY Z KOMUNIKACJĄ)

Przepraszam, że tak to ujmę, ale jedną z najgłupszych rzeczy, jaką kiedykolwiek usłyszałem na temat treningu w Chinach jest: „(…) klasztor Shaolin w Chinach jest gorszy od szkoły w Europie, bo nie mówią tam po angielsku (…)” – pominąłem resztę tej wypowiedzi ponieważ nawiązuje ona do tego, co omówiliśmy sobie w poprzednim punkcie. Ogólnie jednym z 'największych problemów’ ludzi wyjeżdzających na trening do Chin, jest: komunikacja. Czy brak znajomości języka angielskiego u Chińskich mistrzów powinien być powodem niepodjęcia się treningu w Chinach?

Myślę, że tutaj nie ma co za bardzo się rozpisywać. Ogólnie rzecz biorąc Chińczycy nie mówią w języku angielskim. Jednak czy podważanie jakości treningu lub umiejętności mistrzów przez pryzmat mowy ma jakikolwiek sens? Po pierwsze: Nie zapominajmy, że to my jesteśmy gośćmi u nich. Gdziekolwiek nie jedziemy (za granicę) powinniśmy być w stanie – chociaż w najmniejszym stopniu – komunikować się z otoczeniem. W końcu to leży tak naprawdę w naszym interesie, jeżeli chcemy z tego wyjazdu wynieść jak najwięcej. Po drugie: Są to Chińscy mistrzowie, kultywujący Chińską tradycję w Chinach – ich własnym domu, a język chiński jest częścią tej tradycji. Ucząc się ich języka, chociaż w takim stopniu by być w stanie się z nimi komunikować, jest oznaką szacunku (o czym wspominałem również w poprzednim punkcie). Oczywiście od 'turystów’ nie wymaga się nauki języka – w większości szkół dostępny jest tłumacz, także nie ma z tym problemu. Pamiętajmy jednak, że mistrzowie patrzą przychylniej na kogoś, kto chociaż stara się nauczyć z nimi bezpośrednio porozumiewać.

Czy znajomość/nieznajomość języka faktycznie jest problemem? Nie, nawet jeżeli nie mówimy po chińsku, zazwyczaj mamy do dyspozycji tłumacza. Kiedy tłumacz jest niedostępny, również nie ma problemu ponieważ dobry mistrz zawsze znajdzie drogę do komunikacji ze studentami, a większość nauk (samego wushu) można przekazać niewerbalnie. Nie możemy jednak i nie powinniśmy oczekiwać od kogoś, aby nauczył się 'naszego’ języka bo 'my’ jesteśmy zbyt leniwi.

Jeżeli chcesz rozpocząć naukę języka chińskiego (czy to z powodu wyjazdu lub po prostu z zainteresowania), serdecznie polecam mojego nauczyciela, Konrada – założyciela Akademii chińskiego. Przekazuje wiedzę w sposób jasny, a lekcje z nim to sama przyjemność, znajdziesz go >>TUTAJ<<


5. W CHINACH NIE MA JUŻ PRAWDZIWEGO KUNG FU

Często spotykaną opinią jest również ta, która mówi o braku prawdziwego kung fu w Chinach. Wielu ludzi uważa, że tradycja została zastąpiona pogonią za pieniądzem. Mistrzowie tak naprawdę nie są mistrzami. 'Certyfikaty’ można sobie kupić, a prawdziwe kung – fu jest już niedostępne dla ludzi z zachodu.

W Chinach był to do niedawna duży problem, jak wspomniałem wcześniej, od 2019go roku Chiński rząd zaczął robić z tym porządek. 'Szemrane’ szkoły kung fu zaczęły znikać (i to nie tylko te znajdujące się w Dengfeng czy na terenie parku narodowego Shaolin). Wielu 'mistrzów’ czy 'dyrektorów’ tych szkół trafiło nawet do więzienia lub zostały na nich nałożone ogromne grzywny. Chiński rząd wprowadził nawet zakaz nazywania siebie 'mistrzem’ bez poświadczenia tego prawnymi dokumentami, wydanymi przez odpowiednie organy. Wszystkie te działania podjęte zostały, aby chronić kulturę i tradycje Chińskich sztuk walki (wszystkich, nie tylko Shaolin). Oczywiście wiadomo, że tego typu rzeczy będą się działy dalej, jednak już nie na taką skalę.

Tak samo rzecz się ma z kupowaniem certyfikacji. Jest to najzwyczajniej nielegalne. Oczywiście, szkoła kung – fu ma możliwość wydania certyfikatu poświadczającego uczestnictwo w szkoleniu, lub naukę form czy technik – jako formę fajnej pamiątki. Jednak, aby wydać certyfikat uprawniający do dalszego przekazywania wiedzy przez absolwenta – szkoła taka musi należeć do odpowiedniej federacji i mieć wśród swoich nauczycieli mistrza na odpowiednim poziomie.

Czy w Chinach nie ma już prawdziwego kung – fu? Jest. 🙂 Coraz łatwiej znaleźć odpowiednią szkołę, gdzie uczą prawdziwi mistrzowie. Najlepiej udać się w miejsca, które są już sprawdzone. Zapisując się do takiej szkoły, możesz poprosić również o dowód posiadania odpowiedniej certyfikacji mistrzów


Czy trenować Kung - Fu w Chinach?

Trening kung - fu w Chinach nie jest dla wszystkich. Nie ma co ukrywać. Osobiście uważam, że jeżeli jest się chociaż w małym stopniu zainteresowanym, tym jak wygląda prawdziwy, tradycyjny trening, który zawiera w sobie całą kulturę i 'otoczkę' - zdecydowanie powinieneś/powinnaś udać się w taką podróż. Jeżeli interesuje Cię suche trenowanie technik, oraz tylko i wyłącznie trening fizyczny - bez konieczności zagłębiania się w filozofie sztuk walki, wtedy możesz sobie taki wyjazd odpuścić. Powiem jeszcze tylko pokrótce, jakie miejsce najlepiej wybrać (bazując na moim doświadczeniu):

TRENING W KLASZTORZE

Trening kung - fu w Chinach wymaga stosowania się do z góry określonych reguł. Pobyt w klasztorze wiąże się z dużo większymi restrykcjami. Nieprzestrzeganie reguł może wiązać się z wydaleniem z klasztoru (przy poważnym złamaniu zasad), lub z nieotrzymaniem certyfikacji. Może również wiązać się z konsekwencjami prawnymi, lub nawet zakazem wjazdu na teren Chin. Musimy pamiętać, że klasztory (w tym wypadku klasztor buddyjski) są też 'obiektami rządowymi', zabytkami, a stosowanie się do zasad klasztornych to stosowanie się do prawa. Jeżeli masz 'trudności wychowawcze', od razu odradzam wyjazd do klasztoru. Niejednokrotnie spotkałem się w klasztorze z takimi osobami, którym wydawało się, że mogą robić co chcą, a później miały pretensje do władz klasztoru o sposób w jaki są traktowane - nie zważając na to, że podpisali się własnoręcznie na 'umowie', która wszystko to opisywała. Rezerwując swój pobyt w klasztorze otrzymasz pełen spis reguł i zasad do których musisz się w klasztorze stosować, proszę przeczytaj uważnie i jeżeli któraś z nich Ci nie pasuje - od razu odpuść sobie pobyt. Oszczędzisz sobie dzięki temu nerwów i 'rozczarowania' wyjazdem.

TRENING W SZKOLE

Trening w szkole jest o wiele łatwiejszy, często mimo reguł, które w szkole obowiązują - można mieć dużo więcej luzu i robić 'co się chce' - jest mimo wszystko granica. Pobyt w szkole ogranicza się tak naprawdę do treningu fizycznego - dużo mniej w nim filozofii sztuk walki oraz doświadczeń duchowych (gdzie w klasztorze masz np. możliwość uczęszczania na ceremonie). Dużo łatwiej również 'dostać wolne', jeżeli chcemy sobie urządzić małe wakacje czy przerwę od treningu. Polecam pobyt w szkole tym, którzy wolą raczej mieć wolną rękę i nie być zbyt ograniczeni w swoich poczynaniach - od razu jednak mówię, że jest to zupełnie inne doświadczenie i tak na dobrą sprawę nie różni się od treningu, jaki możesz znaleźć w Europie, poza tym, że będziesz mieć tutaj 4-8 godzin treningu dziennie, codziennie. Oczywiście - dodam jeszcze - że to wszystko zależy od szkoły i mistrza u którego będziesz się uczyć. Może być tak, że pobyt w szkole nie będzie różnił się restrykcyjnie od tego klasztornego, a będziesz w szkole odcięty od doświadczeń, które dodatkowo możesz zyskać w klasztorze. Polecam uważnie zapoznać się ze szkołą i tym co oferuje, zanim zdecydujesz się na wyjazd, żeby również oszczędzić sobie potencjalnego rozczarowania.

Zachęcam do dyskusji w komentarzach pod tym postem, lub pod postem na facebook: 释恒毅 Shì Héngyì

Jestem ciekaw Twojej opinii. Pozdrawiam.


ZAPISZ SIĘDO NEWSLETTERA, ABY NIE PRZEGAPIĆ KOLEJNYCH ARTYKUŁÓW:


Tydzień w Klasztorze Shaolin

Tydzień w Klasztorze Shaolin

PRZYKŁADOWA TABELA DNIA

05:30 PORANNA CEREMONIA

Jak wspomniałem wyżej, ceremonie są opcjonalne. Nie wszyscy mnisi są zobligowani do brania udziału w ceremoniach. Od mnichów wojowników również nie wymaga się bycia buddystami, ale głębiej o tym w przyszłości.

07:00 - 07:30 ŚNIADANIE

O 06:55 odbywa się zbiórka po której wszyscy razem udajemy się na stołówkę w celu spożycia śniadania.

07:30 - 08:00 OBOWIĄZKI ŚWIĄTYNNE

Czas na wykonanie obowiązków. Do obowiązków zalicza się sprzątanie, zmywanie i ogólna praca wokół świątyni.

08:30 - 11:45 PORANNY TRENING

Po półgodzinnej przerwie na przygotowanie rozpoczyna się poranna sesja treningowa. Poszczególne sesje treningowe na każdy dzień opiszę w sekcji poniżej. :)

12:00 - 14:25 PRZERWA OBIADOWA/ODPOCZYNEK

O godzinie 11:55 zbieramy się wszyscy, aby wspólnie pójść na obiad, który rozpoczyna się o 12:00. Po spożyciu mamy czas wolny na odpoczynek do godziny 14:25.

14:30 - 17:45 POPOŁUDNIOWY TRENING

Po zbiórce o godzinie 14:25 zaczynamy popołudniową sesję treningową (treningi opisane są poniżej).

18:00 - 19:00 KOLACJA/CZAS WOLNY

Chętni mogą udać się na kolację lub odpocząć przed kolejnymi zajęciami.

19:00 - 20:00 ZAJĘCIA DODATKOWE

O godzinie 19:00 odbywają się godzinne zajęcia dodatkowe, takie jak: nauka języka, medycyna chińska lub kultura. O 19:00 rozpoczyna się również wieczorna ceremonia (opcjonalna, dla chętnych).

20:00 - 21:00 WIECZORNY TRENING/MEDYTACJA

W tym czasie studenci mogą wybrać udział w wieczornym treningu (szlifowanie nowych rzeczy, których nauczyli się w ciągu tego dnia) lub udanie się do świątyni na medytację i medyczne qigong.

21:00 - 22:00 CZAS WOLNY

Czas wolny na przygotowanie się do snu, prysznic i załatwienie swoich spraw.

22:00 - CISZA NOCNA

O godzinie 22:00 gaszone są światła i każdy zobowiązany jest do zachowania ciszy nocnej.

WEEKEND

Weekend jest czasem wolnym (chyba, że dzieje się coś ważnego). Godziny posiłków zachowane są tak jak w ciągu tygodnia, a poza tym uczniowie mają wolną rękę w kwestii spędzenia swojego czasu. Należy pamiętać jednak o tym, że bramy klasztoru otwarte są między godziną 06:00 a 20:00, za spóźnienie się są nakładane kary.


PLAN TRENINGÓW:

Poniedziałek

Podstawy | Sanda | Formy

W poniedziałek rano trenujemy podstawy stylu, skupiając się głównie na pozycjach i 'przejściach’. Dodatkowo ćwicząc przy tym fragmenty form, aby lepiej zapamiętać powiązanie technik i pozycji. Skupiamy się tutaj głównie na poprawnej technice.

Popołudniowy trening, to sanda – czyli 'chiński kickboxing’ w tej części tygodnia skupiamy się bardziej na walce z cieniem i poprawnym wykonywaniu technik, łącząc je w różne kombinacje. Po treningu sandy w tej samej sesji treningowej ćwiczymy formy: uczymy się nowych, lub szlifujemy te, które już znamy.


Wtorek

Stretching | Akrobatyka | Sanda | Formy

Wtorek rano to 'power stretching’ – czyli rozciąganie. Około trzech godzin rozciągania, naciąganie i wyginania ciała – wszystko po to, aby być bardziej mobilnym i nieskrępowanym. Rozciągnięcie daje zdrowie i (według chińczyków) przedłuża życie. Po sesji rozciągania trenujemy akrobatykę. Skoki, przeskoki, itp. 🙂

Wtorkowe popołudnie wygląda dokładnie tak samo jak poniedziałkowe. Sanda, później trening form.


Środa

Twarde Qi Gong | Sparring | Formy

W środę od rana praktykujemy twarde qi gong, utwardzamy ciało i ćwiczymy umysł. Część treningu odbywa się w parach, następnie przechodzimy do 4-5 osobowych grupek, aby na końcu poprawiać swoją wytrzymałość również indywidualnie.

Popołudniowy trening to sparingi, czyli wykorzystujemy to, czego uczyliśmy się w poniedziałek i wtorek i aplikujemy to już w walce (oczywiście kontrolowanej), po czym oczywiście trenujemy formy. W środę nie uczymy się już nowych ruchów, a skupiamy się na doszlifowaniu tych, które już znamy.


Czwartek

Qinna | Meihuaquan | Taijiquan

Czwartkowy poranek to trening qinna, czyli tzw. dźwignie, łapania i tego typu rzeczy – można by powiedzieć samoobrona, ale poza typowymi technikami samoobrony uczymy się też form w parach.

Popołudnie to trening taiji i meihuaquan – trenujemy techniki oraz formy. Czasami bywa tak, że poranny trening qinna zastąpiony jest treningiem jednego z tych dwóch styli, tak aby mieć możliwość głębszego poznania każdego z nich.


Piątek

Podstawy | Power Training

Piątkowe podstawy różnią się od poniedziałkowych tym, że zazwyczaj dodanych jest do nich więcej ćwiczeń akrobatycznych czy po prostu skoków. Poza tym po dobrej rozgrzewce trenujemy wszystkie podstawy.

Power training to ćwiczenia siłowo – wytrzymałościowe. Ponad 3,5 godziny pompek, brzuszków, przysiadów, skoków, taczek, noszenia wiader z wodą, i innych tego rodzaju rzeczy. Możesz zobaczyć trochę więcej o tym w jednym z „odcinków” mojego 'videobloga’.

*edit. nie każdy – jak się okazuje – potrafi czytać ze zrozumieniem. 🙂


ZAPISZ SIĘDO NEWSLETTERA, ABY NIE PRZEGAPIĆ KOLEJNYCH ARTYKUŁÓW:


Polak z Shaolin

Polak z Shaolin

Polak z Shàolín

Nastał czas, abym postawił ten pierwszy krok – umieścił pierwszy wpis na blogu i później pisał go regularnie. Zastanawiałem się dość długi czas 'od czego by tu zacząć’. No i właśnie! Zacznę od tego, od czego wszystko się zaczęło. Tytuł tego wpisu może wydawać Ci się znajomy, lub może coś kojarzysz, ale do końca nie wiesz co. Jeżeli – tak jak ja – wychowałeś lub wychowałaś się w latach dziewięćdziesiątych i w tym czasie interesowało Cię kino sztuk walki – na pewno obił Ci się o uszy tytuł 'Amerykanin z Shaolin’ (ang. American Shaolin). Nawiążę w tym wpisie właśnie do tego filmu, ponieważ, po pierwsze – jest to pierwszy film z rodzaju sztuk walki, który widziałem (mając 7/8 lat); po drugie – utożsamiam swoją historię związaną ze sztukami walki właśnie z historią głównego bohatera tego filmu (Drew Carson’em). Zapraszam:

Tło opowieści:

Po przegranej walce w finale 'kickboxingowych’ zawodów, główny bohater filmu – Drew – dowiaduje się od swojego mistrza, że ten nie jest prawdziwym wojownikiem Shaolin, nigdy nie trenował w klasztorze. Drew postanawia wyjechać do Chin i doświadczyć klasztornego życia. W czasie jego 'przygody’ w klasztorze Shaolin dzieje się wiele ciekawych wydarzeń. Zachęcam do obejrzenia tego filmu, faktem jest, że nieco odbiega on jakościowo od innych produkcji filmowych na temat sztuk walki, ale jak mówiłem wcześniej – mam do niego sentyment.

Jest to pierwszy film o tej tematyce, który widziałem i od tamtej pory bardzo interesowały mnie nie tylko sztuki walki, ale również kultura i historia wschodu – głównie Chin. Sam zacząłem swój trening 'dość późno’, jednak nie przeszkodziło mi to osiągnąć celu, który od dziecka – dzięki Amerykaninowi z Shaolin – miałem z tyłu głowy.

Wyjechałem do Chin i zostałem Mnichem Wojownikiem Klasztoru Shàolín. Moje klasztorne imię to: 释恒毅 Shì Héngyì.

Trening w Europie:

Niestety w czasach, kiedy zaczynałem swoją przygodę z treningiem (tak samo jak teraz) nie było w Polsce, a przynajmniej w mojej okolicy szkoły Shaolin kung fu. Były miejsca, które reklamowały się jako Shaolin, czy różnego rodzaju 'style pochodne’. Sprawiło to, że błąkałem się tak bez celu od szkoły do szkoły – nigdy nie będąc w pełni zadowolonym, czas mijał, a ja akurat szykowałem się do przeprowadzki do Włoch – gdzie mieszkałem 1,5 roku. Również tam z powodu braku szkoły Shàolínquán, ćwiczyłem inne style. Po powrocie do polski i krótkiej przygodzie z kolejnym stylem kung fu po roku wyjechałem mieszkać w Irlandii.

Po około trzech latach bez jakiegokolwiek treningu Chińskiego Wushu, ponieważ aż do tego momentu taka rzecz w Irlandii najzwyczajniej w świecie nie istniała w ogóle – zaświeciło się światełko w tunelu. Do Irlandii przeprowadził się właśnie mistrz Shi Yanxin, adept Shaolin 34tej Generacji. Nawiązałem kontakt, kiedy tylko się o tym dowiedziałem. Dzięki temu mogłem rozpocząć swój wymarzony trening Shaolin kung fu, z prawdziwym.. mnichem wojownikiem.

Z mistrzem Shi Yanxin trenowałem przez prawie dwa kolejne lata.

Wyjazd do Chin

Po mniej-więcej 1,5 roku, opowiedziałem mistrzowi Yanxin o moim niespełnionym marzeniu trenowania w klasztorze Shaolin w chinach. Marzeniu zostania mnichem wojownikiem i spadkobiercą stylu shàolínquán, jak również o moich obawach odnośnie ewentualnego wyjazdu do chin i przede wszystkim obawy, że już na to za późno. Dowiedziałem się wtedy, że mistrz Yanxin nie przyjmuje adeptów – co pozwoliłoby mi zostać spadkobiercą stylu (czyt. adeptem Shaolin 35tej Generacji). Shifu Yanxin nie może przyjmować adeptów i do dziś dzień nie wiem czym jest to spowodowane, mam swoje zdanie na ten temat – co w małym stopniu odpowiadałoby również historii znanej z wcześniej wspomnianego filmu. Jak by to jednak nie było, Shifu Yanxin jest wspaniałym mistrzem i człowiekiem, a wszystko czego się nauczyłem zawdzięczam jemu – tak samo jak sam wyjazd do chin – to on bowiem 'wybił mi z głowy’ wszystkie wątpliwości i 'wsadził w samolot do chin’.


Trening w klasztorze Shaolin był naprawdę ciężki, zwłaszcza, że Shifu od samego początku wiedział jaki jest mój cel. Nigdy nie dostałem taryfy ulgowej, a czasami nawet bywało ciężej niż w przypadku uczniów, którzy byli tzw. 'holiday maker’ – czyli przyjechali spędzić sobie 'fajne wakacje’ – rzeczywistość oczywiście to zweryfikowała. Po drodze również było wiele wzlotów i upadków, również często byłem studentem 'podobnego sortu’ co główny bohater filmu. Jeżeli obejrzysz to będziesz wiedzieć o czym mówię. 🙂 Koniec końców, między mną Shifu wywiązała się prawdziwa więź, więź która pozwoliła mi sprostać jego oczekiwaniom. Według tradycji mistrz przyjmuje na swojego adepta tylko tego ucznia, który odpowiada mistrzowi charakterem, zapałem i chęcią nauki – jak również jest osobą o odpowiednich pobudkach.